Być potrzebnym

Śmieszka zasypiała dziś ponad godzinę. Przewracała się z boku na bok, ssała pierś i kiedy myślałam, że już zasnęła zaczynała płakać i tuliłyśmy się od początku. Gdy nie ruszała się już z 5 minut byłam pewna, że śpi i delikatnie chciałam wstać. Wtedy podniosła się i przyciągnęła mnie do siebie, wzięła moją rękę i pokazała mi abym Ją objęła. Niezwykłe doświadczenie bycia – komuś – potrzebnym. Dla mnie jako człowieka – jedno z najcenniejszych. Dzięki Śmieszce mam je na co dzień, więc od czasu do czasu chwytam jedno z nich i oglądam dokładnie, aby mi nie spowszedniało.

Jutro jedziemy na wakacje, jest godzina 23,42. Jeszcze nie zaczęliśmy pakowania. I wiecie, co? To nie ma zbyt dużego znaczenia, że mam bałagan w domu i kompletną pustkę odnośnie tego, co i w jakich ilościach powinniśmy zabrać. To właściwie nie ma żadnego znaczenia w obliczu tego, że moja córka mnie potrzebowała.

I jeszcze jedno: to nie jest doświadczenie z cyklu “ochy i achy matki,  która ma bzika na punkcie swojego dziecka”, to jest doświadczenie z cyklu: sens życia.

Advertisements

O matko! Trzeba zająć się sobą:)

*Być w zgodzie ze sobą – stan w którym moje ciało jest względnie wypoczęte, a moja głowa i serce wolne od zbędnych oczekiwań i ocen.

Im dłużej jestem mamą tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że w macierzyństwie naprawdę przede wszystkim chodzi o mnie.

Kiedy jestem w zgodzie ze sobą na wszystko potrafię spojrzeć przez pryzmat miłości. Widzę, że Śmieszka od 6 godzin nie usiadła nawet na minutę. Patrzę na Nią i myślę, że to niesamowite, że jest taką kuleczką miłości, która nie potrafi przestać skakać. Podziwiam Ją za energię, którą ma. Za ciekawość, radość i choć moje ciało odmawia posłuszeństwa, wstaję i tańczę z Nią, bo wiem, że warto się wysilić, aby jeszcze raz zobaczyć Jej uśmiech. Kiedy zaś nie jestem w zgodzie ze sobą, już po godzinie mam dość. Myślę sobie, o nie! Ona znowu chce biegać, Kochanie proszę usiądź choć na chwilę… Po dwóch godzinach wymiękam i włączam Jej bajkę, to moment kiedy mogę odetchnąć. Każdy Jej płacz przywołuje we mnie myśl: o nie, znowu? O co Ci chodzi?

Kiedy jestem blisko siebie biorę odpowiedzialność za swoje samopoczucie, kondycję fizyczną i psychiczną i nie przerzucam jej (odpowiedzialności) na Śmieszkę. Gdy jestem zmęczona to wiem, że po prostu jestem zmęczona, a nie dopatruję się w córce gorszego dnia. Gdy się od siebie oddalam, patrzę na Nią i myślę, no nie dziś jesteś wyjątkowo nieznośna, nadpobudliwa, rozdrażniona… Przerzucam odpowiedzialność na Nią, szukam usprawiedliwienia dla mojej słabości w Niej.

Gdy wiem, że jestem tu gdzie chcę być poradzę sobie w każdej sytuacji. Gdy w towarzystwie innych przytrafia nam się coś nieprzewidzianego zajmuję się Śmieszką i dbam o Jej potrzeby. Gdy nie jestem na swoim miejscu bardzo szybko przestaje mnie interesować dobro Śmieszki, a na pierwszym miejscu pojawia się myśl: Co On/Ona sobie o mnie pomyślał? Z pewnością mnie ocenił i uznał, że sobie nie radzę jako matka…

Właśnie dlatego wiem, że tu chodzi tylko o mnie. Wiem, że jeśli nie zadbam o siebie, o mój rozwój, przepracowywanie kolejnych trudności, kompleksów, strachów to, to wszystko się rozsypie… Przestanie cieszyć, a zacznie męczyć. Zamiast radości z bycia razem pojawią się wyrzuty sumienia, że milsze jest przebywanie w samotności…

Dlatego dzień za dniem wykonuję ciężką pracę zbliżania się do siebie. Codziennie! Bo za każdym razem gdy na chwilę odpuszczam, bo wydaje mi się, że już przecież tyle wiem, szybko potykam się o siebie. Co wtedy robię? Siadam, wybaczam sobie moje własne lenistwo, biorę kartkę i zapisuję, co jeszcze jest do przepracowania. Niesamowite, że końca nie widać:).

Jestem skuteczna

To było rok temu w maju. Siedziałyśmy z moją przyjaciółką Agatą na balkonie i piłyśmy piwo grejpfrutowe. Śmieszka spała. M. był chyba w delegacji.

Byłam wtedy w tak zwanym rozkroku. Wiele już w sobie przepracowałam, miałam wgląd w różne obszary mojego życia, ale ten zawodowy stał w miejscu. Wiedziałam, że chcę się zająć czymś innym, ale czym? Pustka… nie chciałam odpuścić i szukałam na siłę. A to tak nie działa, im więcej masz w sobie napięcia tym dłużej będziesz szukać. Oczywiście wtedy uważałam inaczej.

W trakcie tego balkonowego spotkania wiele się zaczęło…

A może bym zaczęła prowadzić bloga?

Taaaak! Bardzo chciałam to robić, ale nie miałam odwagi. Wiecie czego się bałam? Oceny moich znajomych i rodziny, że uznają iż moje teksty nie są wystarczająco dobre…

Przezwyciężyłam swój lęk przed oceną i dokładnie dwa dni później zaczęłam pisać. Najpierw anonimowo, później prezentowałam treści coraz szerszemu gronu osób, aż dojrzałam do tego, że po prostu piszę jako Emilia Góźdź.

A może bym pisała do jakiś czasopism dla mam?

Taaaaaaak! Tylko kto i dlaczego miałby chcieć publikować moje teksty? Dokładnie 30 dni później  wysłałam mój pierwszy artykuł do portalu Dzieci są Ważne i nasza współpraca trwa do dziś.

A może zacznę pisać książki?

Taaaaaaaaaaak! Dokładnie 215 dni później wysłałam pierwszy szkic książki do Wydawnictwa WAM, a 15 kwietnia dostałam oficjalną decyzję, że książka zostanie wydana (15 października 2014). Dwa tygodnie później dostałam zamówienie na kolejną książkę, którą obecnie piszę.

Piszę o tym, aby pokazać Ci moją skuteczność w celach, które sobie stawiam, a później płynnie realizuję. Moja droga do ich osiągnięcia zdecydowanie bardziej przypomina swobodny taniec, niż męczący maraton. I nie wynika to z tak zwanego “szczęścia”, ale odpowiedniego sposobu myślenia.

W grudniu ubiegłego roku rozpoczęłam pracę jako coach. Do tej pory współpracowałam z dziesięcioma kobietami. Są wśród nich mamy nastolatków, a także kobiety, które jeszcze nie myślą o założeniu rodziny. Dodatkowo odpisałam na 126 maili z zapytaniem o radę lub wgląd w daną sytuację. 15 osób powiedziało mi, że stałam się dla Nich inspiracją do zmiany swojego życia.

Na co dzień publikuję na blogu inne teksty, natomiast ponieważ wierzę, że są wśród Czytelniczek osoby, które zastanawiają się nad pracą ze mną, to pomyślałam, że przyda się trochę faktów – po prostu.

Zachęcam Cię serdecznie do umówienia się na pierwsze, bezpłatne spotkanie. Więcej możesz przeczytać tutaj:   https://odplanowaczycie.wordpress.com/coaching-dla-mam/